To ma być ewolucja klubu, a nie rewolucja – mówi w wywiadzie dla „Dziennika Polskiego” RADOMIR SZARANIEC, dyrektor zarządzający „Pasów”.
- Stanowisko dyrektora zarządzającego, które zajmuje Pan od dwóch miesięcy, jest nowym w klubowej strukturze. Jaki jest zakres Pana kompetencji?
- Zajmuję się zarządzaniem i organizowaniem wszystkich spraw niezbędnych do sprawnego funkcjonowania działów hokeja, piłki nożnej, marketingu oraz sprzedaży. Z rzeczy najświeższych, obok transferów w piłce i hokeju, jest to chociażby zaprogramowanie okresu przygotowawczego albo ustalenie cen i dystrybucji biletów oraz karnetów. Jesteśmy też blisko wprowadzenia internetowej sprzedaży biletów. Niektórzy mogli odnieść mylne wrażenie, że moim jedynym zadaniem jest znalezienie dyrektora sportowego.
- Prezes Janusz Filipiak stwierdził, że nie chodzi tylko o znalezienie dyrektora sportowego, ale o budowę pionu sportowego.
- Profesor określił to dość jasno: część sportowa Cracovii wymaga wzmocnienia. Znalezienie dyrektora sportowego jest jedną z istotniejszych kwestii, ale nie chodzi o samo znalezienie osoby na to stanowisko, tylko o stworzenie takiej struktury, która będzie sprawnie funkcjonowała niezależnie od tego, czy ludzie w jej ramach będą się zmieniać. Zadaniem pionu sportowego będzie programowanie rozwoju sportowego Cracovii na kilka lat do przodu. Takie przeniesienie ciężaru zadań dyrektora sportowego: z tego, z czym większości kojarzy się jego działalność, czyli z transferów, na budowę strategii sportowej powoduje, że zawęża się grono osób, które byłyby w stanie się tego podjąć. Większość kandydatów uważa bowiem, że podstawowym i niemal jedynym ich zadaniem byłoby przeprowadzanie transferów.
- Kogo dokładnie szukacie?
- Musi to być osoba z doświadczeniem trenerskim lub z pracy w tego typie strukturze w innym klubie. Niestety, poszukiwania nakładają się na okienko transferowe, a klub musi normalnie funkcjonować, więc działamy dwutorowo. Chcę jednak uspokoić kibiców: brak dyrektora sportowego nie oznacza, że w klubie nie ma osób odpowiedzialnych za transfery.
- Jaką rolę w Cracovii pełni teraz Tomasz Rząsa, który z dyrektora sportowego stał się pełnomocnikiem prezesa ds. sportowych?
- Tomek cały czas nam pomaga. Posiadając rozległe kontakty, przekazuje nam oferty, które do niego trafiają. W tym momencie transferami zajmuje się kilka osób. Sztab szkoleniowy ocenia zawodników pod względem sportowym i wskazuje kandydatów, ja jestem odpowiedzialny za zebranie dossier sportowego i finansowego. Potem podejmowane są decyzje dotyczące prowadzenia negocjacji. Część zawodników jest zaproszona na testy, a część jest wytypowana do bezpośredniego zakontraktowania. Okienko otworzyło się 1 stycznia. Szczegóły dotyczące finansów czy długości kontraktów zostały uzgodnione i piłka jest teraz po stronie zawodników. Pamiętajmy, że piłkarze prezentujący określoną sportową jakość mogą wybierać spośród kilku ofert.
- Czym Cracovia może skusić takiego zawodnika?
- Jesteśmy w strefie spadkowej, więc nasza sytuacja nie jest najlepsza, ale jesteśmy klubem stabilnym finansowo. Nie mamy zaległości, wynagrodzenia i premie są wypłacane na bieżąco, a to wcale nie jest rzeczą oczywistą w polskiej ekstraklasie. Poza tym mamy nowoczesny stadion, posiadamy zaplecze treningowe, a niedługo uruchomimy współpracę z kliniką Comarchu, więc będziemy korzystać z najlepszej w kraju, a może nawet i w regionie, diagnostyki. To są elementy wyróżniające nas na tle innych polskich i niektórych zagranicznych klubów. Oferta, którą możemy zaproponować zawodnikom, jest coraz lepsza. Wbrew pozorom, sytuacja finansowa w piłce europejskiej nie jest taka dobra. Nie tylko kluby holenderskie, ale i niektóre francuskie i belgijskie zaczynają mieć problemy z płaceniem. Nie mówię już o klubach z naszej części Europy – psuje się sytuacja na Węgrzech, a od Słowaków i Czechów na pewno jesteśmy atrakcyjniejsi.
cały wywiad dostępny na stronie „Dziennika Polskiego”














