Piłkarze Pasów zdobywali 5-krotnie Mistrzostwo Polski. W 1921, 1930, 1932, 1937, 1948.

 - Pierwszą chemię dostałem „w urodzinowym prezencie”, bo dokładnie w dzień, w którym skończyłem 17 lat. Potem czułem się okropnie, ci co przez to przeszli, wiedzą – to jest koszmar – mówił w wywiadzie z 2008 roku, Marcin Budziński, który wygrał walkę z nowotworem złośliwym. To o nim Czesław Michniewicz mówi: nasz polski Lance Armstrong.
wywiad z 19.09.2008r

„Super Express”: – W sobotę zadebiutowałeś w ekstraklasie i to od razu w Warszawie w meczu z Legią. Trema była?
Marcin Budziński: – Na początku była, ale potem udało mi się poradzić ze stresem.

- No tak, skoro udało ci się pokonać nowotwór złośliwy, to potem nawet taki rywal jak Legia nie jest straszny. Pamiętasz, jak to się zaczęło?

- Pewnie, że pamiętam, takie rzeczy trudno zapomnieć. Akurat mieliśmy grać w młodzieżowych mistrzostwach Polski, kiedy wpadłem na trochę do rodzinnego Giżycka. Nagle zaczął mnie potwornie boleć brzuch, dosłownie zwijałem się z bólu. Zawieźli mnie do szpitala, dokładnie zbadali, ale nikt nie wiedział, co mi jest. A ból stawał się nie do zniesienia. Wreszcie postanowili mnie zoperować. Okazało się, że na jelicie cienkim zrobiła mi się cysta. Wycięli mi ją.

- Ale to był dopiero początek twoich problemów…

- Niestety, tak. Wyciętą cystę wysłali do laboratorium. Po jakimś tygodniu przyszły wyniki. Najgorsze obawy się sprawdziły – to był chłoniak, czyli nowotwór złośliwy.

- Jak się czułeś, kiedy się dowiedziałeś? Przyszło zwątpienie?

- Stres był ogromny, ale ani na chwilę się nie załamałem. Pamiętam, że rzuciłem się do książek medycznych, czytałem wszystko o chłoniakach. Pocieszałem się statystykami, które mówiły, że ten nowotwór, gdy jest wcześnie wykryty, często udaje się wyleczyć. Musiałem jednak natychmiast poddać się chemioterapii. Pierwszą chemię dostałem „w urodzinowym prezencie”, bo dokładnie w dzień, w którym skończyłem 17 lat. Potem czułem się okropnie, ci co przez to przeszli, wiedzą – to jest koszmar. Nie miałem siły chodzić, siedzieć… Jednak nawet wtedy myślałem tylko o tym, żeby jak najszybciej wrócić na boisko. Byłem blady, wycieńczony, ale kiedy w telewizji oglądałem mecz, aż mnie skręcało, że nie mogę tam być i też grać.

- Lekarze nie próbowali wybić ci piłki z głowy?

- Pewnie, że tak. Wszyscy powtarzali, żebym się nie wygłupiał, że z wyczynowym sportem muszę dać sobie spokój, bo przy zwiększonym wysiłku fizycznym rośnie ryzyko nawrotu choroby. Ja jednak wiedziałem, że piłka to moje życie i że muszę do niej wrócić. I wróciłem. Co miesiąc muszę przechodzić dokładne badania i kiedy tylko poczuję gdzieś jakiś niewielki ból, od razu jadę do szpitala. Ale najważniejsze, że znowu robię to, co kocham.

- Trener Arki Czesław Michniewicz nie może się ciebie nachwalić. Nazywa cię Polskim Gerrardem i mówi, że jak się będziesz tak szybko rozwijał, to niedługo będzie o tobie głośno. Jednak dużo już było takich piłkarskich talentów, które szybko eksplodowały i jeszcze szybciej gasły…

- To prawda, ale mnie po takiej lekcji pokory na pewno nie odbije palemka. Kiedy człowiek przeżyje to, co ja, gdy w jednej chwili dowie się, że jego życie może się nagle, ot tak, skończyć, zaczyna potem podwójnie doceniać to, co ma. Teraz wiem, jak ogromną wartość ma zdrowie i jaką straszną głupotą by było, gdybym nie wykorzystał tej szansy i tego talentu, który otrzymałem. Dostałem drugie życie i będę harował jak wół, żeby przeżyć je najlepiej jak potrafię.

 

 

{lang: 'pl'}


Dodał: TRN_KRK
brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

* Copy this password:

* Type or paste password here:

:wink: :-| :-x :twisted: :) 8-O :( :roll: :-P :oops: :-o :mrgreen: :lol: :idea: :-D :evil: :cry: 8) :arrow: :-? :?: :!:

Policja żąda zakazu sektorówek i „elementów opraw”

Ntibazonkiza na liście najbogatszych

„100 lat stadionu CRACOVII” – Lech Kołodziejczyk

Ajax Amsterdam po raz 31. mistrzem Holandii

Zatrzymania po Derbach